TYGODNIKNR 10/2012
05-12-2012 ŚRODA
Nije mrtav koji živi u našem srcu... Ku pamięci ś.p. VLADANA PRODANOVICIA

Nije mrtav koji živi u našem srcu

Wspomnienie o Ś.P. VLADANIE PRODANOVICIU  (11.6.1955 - 25.12.2012)

25 grudnia odszedł na zawsze mój Drogi Kum, Ś.P. Vladan Prodanović. Miał zaledwie 57 lat. Pozostawił swoją ukochaną żonę Annę i 16-letnią córkę Karolinę. Płaczą po nim wszyscy, którzy go znali, miał bowiem niezrównany dar zjednywania sobie ludzi.

Odszedł niespodziewanie, za wcześnie i po cichu, pisząc w nocy wspomnie o swoim przyjacielu Srdżanie z Sarajewa, który umarł dwa dni wcześniej. Wspierał także mnie, gdy miesiąc temu zmarł mój Tata. Umawialiśmy się, że spotkamy się z końcem grudnia. Mówił z zapałem, że ma plany, nowe pomysły i koniecznie musimy o nich porozmawiać. Nie zdążyliśmy.

Poznaliśmy się ponad 25 lat temu w Warszawie. Przyjechał do Polski w 1983 roku. Wykładał wówczas język serbskochorwacki na Uniwersytecie Warszawskim i uczył również tego języka dziennikarzy w Zarządzie Głównym Stowarzyszenia Dziennikarzy RP przy ulicy Foksal w Warszawie. Byłem jednym z Jego uczniów. Dzięki Niemu zrozumiałem Bałkany, ich historię, tradycje, zwyczaje. Nasza relacja uczeń - profesor przerodziła się w przyjaźń, największą jaką miałem w życiu.

Nikt tak nie prowadził "kola" jak On. Pamiętam jak kilka lat temu w starym czarnogórskim Kotorze pociągnął za sobą do tańca całą restaurację. Pamiętam nasze sylwestrowe zabawy, biesiady w Klubie Jugosłowiańskim przy Alei Róż w Warszawie, także na belgradzkiej Skadarliji, w kafanie Tri Szeszira. I pamiętam Jego śpiew. Uwielbiał muzykę "starogradzką", Balaszevicia, Bregovicia, Kusturicy. Wszędzie i zawsze był duszą towarzystwa, zarażał energią, humorem, pogodą ducha. Miał talent do organizowania przeróżnych spotkań i rocznic. Mimo że zapuścił już na stałe korzenie w Polsce to nigdy nie porzucił "bałkańskiej duszy" i "bałkańskiego temperamentu". Czasami tylko w Klubie przy piwie marzył, że chciałby jeszcze trochę pomieszkać w Belgradzie, albo nad Boką Kotorską.

Oddawał się wielu sportowym pasjom, lubił grać w szachy i koszykówkę. Kibicował belgradzkim piłkarzom nożnym i ręcznym, siatkarzom i koszykarzom z klubu Partizan. Ale jak nasze reprezentacje, polska z serbską walczyły ze sobą to śmiał się i pytał: którzy tak naprawdę są nasi?

Przeżywał dramaty wszystkich narodów byłej Jugosławii, bo wszędzie miał przyjaciół i znajomych, którzy cenili Go za mądrość, szczerość, uczciwość i koleżeńskość. Nikomu nie odmawiał pomocy. Był w Polsce prawdziwym Ambasadorem całych Bałkanów. A przy tym znał mój kraj lepiej niż niejeden Polak. Mówił i pisał po polsku perfekcyjnie. 

Vladan pochodził z bardzo zacnej rodziny. Urodził się w małej Vlasenicy w Bośni i Hercegowinie, kilkadziesiąt kilometrów od Sarajewa. Jego ojciec Jevrem był lubianym miejscowym nauczycielem, nazywanym przez dzieci "nauczyciel Jeszo". Mama Ksenja w czasie II wojny światowej walczyła w partyzantce Josipa Broz Tito, a po wojnie pracowała do emerytury jako księgowa. Po śmierci rodziców najbliższą osobą z rodziny była dla Niego ukochana siostra Seka. Mimo dzielącej ich odległości, bo Seka mieszka od lat z mężem Rankiem i synem Igorem w czarnogórskiej Cetyni, pozostawali w bliskim kontakcie i praktycznie każde wakacje spędzali razem ze swoimi rodzinami.

Kum uczęszczał do szkoły podstawowej i gimnazjum "Milorad Vlaczić" w rodzinnej Vlasenicy. W 1980 roku ukończył Wydział Polonistyki i Slawistyki na Uniwersytecie Belgradzkim oraz filologiczne studia podyplomowe. Mało osób pamięta, że w latach 1980-1983 był pilotem-przewodnikiem po Belgradzie i Jugosławii.

Obok polskiego znał też świetnie język rosyjski. Był tłumaczem symultanicznym. W latach 1979-1980 pomagał językoznawcom z Serbskiej Akademii Nauk przy pracach nad słownikiem polsko-serbskochorwackim. Tłumaczył dla prezydentów, premierów, marszałków, ministrów, dla Polskiej Izby Gospodarczej i byłej Izby Gospodarczej Jugosławii. Przetłumaczył dwie książki o samorządności z języka polskiego na serbski, a także wiele utworów poezji i prozy dla czasopism literackich.

Od roku 1987 do roku 1991 pracował w Biurze Radcy Handlowego Jugosławii w Warszawie, potem w Zepterze, dla PZU Życie S.A., dla Amplico Life, FMG, MM, SKANDI oraz dla Kancelarii Prawnej Walczyński, Kalinowski i Wspólnicy. 

Cały czas doskonalił swoje zawodowe umiejętności, podejmował nowe wyzwania, odbył kursy menadżerskie w Polsce, w Austrii, na Węgrzech i na Cyprze. Ostatnio zaangażował się w rozwój tygodnika "Nowe Bałkany" i kojarzenie firm polskich z bałkańskimi.

Nie ma już Go wśród nas, a mógł przecież jeszcze tyle dobrego zrobić dla przyjaźni i współpracy polsko-serbskiej i polsko-bałkańskiej. Bynajmniej nie dla odznaczeń i dla wyróżnień. Gdy je w Polsce rozdawano jakoś o Nim zapominano, a przecież zasłużył sobie na nie jak nikt inny. Mógł jeszcze obdarzyć swoją bezinteresowną przyjaźnią i miłością wiele osób. Tak jak moją rodzinę. Był mi "kao brat".

Wierzę, że przynajmniej częściowo spełniły się Jego marzenia. Wierzę, że będzie dalej obecny w pamięci rodziny, przyjaciół i wszystkich ludzi, którzy mieli szczęście spotkać Go na swojej drodze. W naszych sercach pozostanie na zawsze.

Dziękujemy Ci za wszystko.

Zdravo Vladane!  

Kum Jurek Wiśniewski z Katowic